Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 kwietnia 2016

Farma ;)

Zrobiliśmy farmę.  Tak. Prawdziwą. Są tam konie, krowy, jest i świnka.... W warzywniaku rosną jakieś (?) warzywa, a na polu pracuje traktor...





Potrzebne będą:

karton (najlepiej jakiś spory, aby było miejsce na zabawę) i zwierzęta (konie, świnki, krowy, drób). Reszta to już Wasza inwencja twórcza :)

Zabawa taka to sposób na wprowadzenie dziecka w temat  gospodarstwa rolnego i pracy na polu.

Polecamy





czwartek, 14 kwietnia 2016

Filcowa układanka na dobry początek ;)

Wracam. Tym razem na pewno:)
Długo by pisać co i jak. W każdym razie mam nadzieję, że tym razem wytrwam.
 Co robiłam kiedy mnie nie było? Zabawki :)
 I właśnie już na wstępie pokażę Wam jedną z nich.
Prosty sposób na zrobienie świetnej zabawki dla brzdąca w wieku mniej więcej 2 lat.



Kilka kawałków filcu, nożyczki i trochę wyobraźni :) U nas zazwyczaj dominują męskie motywy. Syn jest zdecydowanym miłośnikiem motoryzacji, a więc większość naszych zabaw kręci się wokół samochodów, aut, samochodów i aut. Czasami trafi się jakiś ciągnik rolniczy lub rakieta kosmiczna ;)
Nic więc dziwnego, że puzzle również zrobiliśmy na kółkach.....







Udanej zabawy i do zobaczenia :)




środa, 19 lutego 2014

Ratunku! Kaszka!

W związku z tym, że moje cudowne dziecko skończyło już pół roku, zaczęłam zapoznawać je z różnymi smakołykami o konsystencji stałej. Marchewka, ziemniaczek, cukinia, dynia ... -dwie ostatnie, pocięte i zamrożone jeszcze jesienią, specjalnie na tę okazję :) Nie ukrywam, że czasami wspomagam się gotowymi słoiczkami ( w końcu po to są), ale mam też ambicje samodzielnego pichcenia. Zmiksowanie kilku jarzyn nie jest jakoś specjalnie czasochłonne, a radość z kombinowania ze składnikami i proporcjami- bezcenna :) 

"Gotowanie" papek ma dwie podstawowe zalety: nigdy nie wyjdzie idealnie gładka jak te sklepowe - raz jest bardziej wodnista, innym razem bardziej gęsta i zawsze znajdą się jakieś grudki. Druga to fakt, że szanse powtórzenia proporcji są minimalne, co pozwala dziecku zaznajamiać się z różnymi smakami i konsystencjami. Rozpoczęłam również przygodę z BLW - popularną ostatnio metodą poznawania dziecka z żywnością, za pomocą udostępniania mu produktów znajdujących się na talerzu. Na razie pozwalam mu zjadać to, co ma na swoim,  a więc ugotowane w całości brokuły, ziemniaki, marchewki itd. Oczywiście większość ląduje na podłodze, ku radości psa- naszej domowej "ekipy sprzątającej", ale widać, że Mały ma frajdę i chce naśladować rodziców, więc niech ma. I tak nic się nie zmarnuje  :) 
Zajadamy więc lunche, obiadki i podwieczorki i za każdym razem staram się proponować coś innego.
A co na śniadanie i kolację? Oczywiście kaszka. Pyszna, zdrowa, z owocami. Mniam.
 Z rozpędu kupiłam bananową, malinową, morelową i jabłkową. Jak się jednak okazało, żadna z nich owoców raczej nie widziała. Ba! Nawet obok nich nie leżała, bo 1,2% owoców w kaszce owocowej dla dzieci to trochę mało. Słabo mi się robiło jak zaczęłam czytać składy tych produktów. Połowa to mleko modyfikowane, a zaraz po nim cukier.... 
Lekko zniesmaczona zaczęłam szukać.... sinlac, kleik ryżowy, kukurydziany, mimina z bobovity, kilka kaszek "bez cukru" i "wielozbożowych" i na tym koniec. To mają być jedyne w miarę wartościowe produkty?
Oczywiście, że nie. U naszych niemieckich i czeskich sąsiadów można wybierać do woli. Jaglana, gryczana, owsianka... do tego można dokupić mus np. z mango. Nawiasem mówiąc, dla szukających owocowego urozmaicenia, smaki mango i marakuja są dostępne w Rossmannie. Ot, miła niespodzianka. Niestety w porównaniu do niemieckiej oferty, nasza i tak jest uboga...
Ale wracając do moich zakupów (oczywiście na allegro) na pierwszy rzut poszły niemieckie:

kaszka jaglana (w składzie mąka jaglana z pełnego przemiału i wit. B1), owsiana ( w składzie mąka pełnoziarnista z ziarna owsa, wit. B1) i z siedmiu zbóż ( w składzie: pszenica ekologiczna, organiczne ziarno owsa, ekologiczna mąka żytnia, ekologiczna mąka kukurydziana, kasza jęczmienna organiczna, organiczne ziarno prosa, mąka ryżowa organiczna, wit. B1) Koszt takich kaszek to ok. 10-15zł.



 Perełka: olej tłoczony na zimno, a w nim: olej rzepakowy, słonecznikowy, lniany, rybny i z kiełków pszenicy. Koszt: ok. 18zł.

i kilka musów. Podobne znalazłam w Rossmannie Hippa, ale z przeznaczeniem od roku, a te kupione na allegro mogą być stosowane już od 6m. W składzie owoce i warzywa: jabłko, banan, gruszka, kiwi; jabłko, śliwka, porzeczka, banan; maliny z owsianką; komosa quinoa, maliny, winogrona; gruszka, jabłko, szpinak. Koszt ok. 5,50/szt.


 Wszystko zamówione u tego użytkownika. Wszystko bio i tylko kaszka Milupa nie ma zielonego listka- europejskiego znaku świadczącego o jakości produktu.
Na razie czekam na paczkę, więc nic więcej nie mogę Wam powiedzieć, ale już mam upatrzone kolejne sztuki (tym razem od czeskich sąsiadów), więc myślę, że częściej będę korzystać z tej formy zakupów :) 



poniedziałek, 9 grudnia 2013

DIY- Dekoracja dziecięcego zdjęcia

Mimo ciągłego braku czasu, znowu wykombinowałam. Tym razem jednak  poszło całkiem sprawnie. Zapraszam na prosty diy, dzięki któremu można ozdobić każde zdjęcie.



Pamiętacie jak zachwycałam się pudełkiem chusteczek dla dzieci, dostępnym w Rossmanie? Było to tutaj, a pudełko wyglądało tak:


Chusteczki już dawno zużyłam, ale cały czas kombinowałam do czego wykorzystać te śliczne aplikacje z pudełka. No i wykombinowałam :)


Na razie wykorzystałam jeden fragment opakowania, ale już w głowie rodzi się kolejny pomysł, więc jak go zrealizuję to z pewnością o tym napiszę. Ale do rzeczy...
Odcięłam (a właściwie zostawiłam) górną część pudełka. Widnieją na niej słodkie aplikacje oraz logo marki.


 Postanowiłam więc zostawić to co ładne, a zakryć co brzydkie. Wyrównałam brzegi, nakleiłam zdjęcie i całość wsadziłam do ramki. Kombinowałam również tutaj...
 ... drewniana ramka z białym tłem...


albo z kolorowym...


 ... albo po prostu biała ramka


Ostatecznie wygrała wersja środkowa :)


Mam nadzieję, że ten w sumie prosty sposób na dekorację, łatwą do wykonania nawet wraz z dzieckiem, przyda się komuś i sprawi wiele przyjemności :)


czwartek, 21 listopada 2013

Gadżety Malucha cz.2


Ratunku! Moje dziecko ma kolejny skok rozwojowy. To już trzeci...
Nie śpi, je jakby w brzuchu miał ukrytego, równie głodnego, brata bliźniaka, jest marudny, niezdecydowany i zmienia swoje nastroje niczym kobieta przed okresem. W skrócie mówiąc widać, że się biedak męczy. A my razem z nim.
Z początku raczej sceptycznie podchodziłam do tej teorii, bo niby skąd jacyś naukowcy mieli by wiedzieć, w którym  tygodniu życia niemowlę zacznie dostrzegać wzory, a w którym kolory? I niby wszystkie dzieci miałyby przechodzić ten moment tak samo? I w tym samym czasie? No właśnie. Trochę naciągane....
 Ale u nas teoria skoków (jak na razie) sprawdza się bez żadnych odchyleń. Trochę to przerażające... :)
Pierwsze dwa takie skoki trwały dwa, do trzech dni i były dokładnie w siódmym i dwunastym miesiącu. Tym razem jednak nasza mała domowa apokalipsa rozpoczęła się w piętnastym tygodniu i trwa już znacznie dłużej. Na szczęście na stronach, na których piszą o skokach, uprzedzili, że ten trzeci to już nie zabawa. A podobno kolejne są jeszcze gorsze...Eh.
W każdym razie, nawet jeśli to czysty zbieg okoliczności, jeśli po prostu szukam logicznego (bardziej lub mniej) wyjaśnienia dziwnego zachowania mojego syna, to cieszę się, że trafiłam na tą teorię. Dzięki temu nie mówię, że: "moje dziecko jest niegrzeczne" i tracę cierpliwość.  Dzięki temu tulę, noszę, bujam, całuję i śpię razem z nim, po prostu grzeszę na całego :) Dzięki temu też rozumiem, współczuję i cierpliwie pomagam mu przejść przez ten trudny dla niego czas.
No właśnie. Czas. Cały swój poświęcam temu najbardziej cierpiącemu w naszym domu, więc niewiele mogłam podziałać na blogu. Jakiś czas temu jednak rozpoczęłam podsumowanie doświadczeń na temat kosmetyków, które miałam okazję przetestować na sobie i Sebastianie. 
 Dlatego dzisiaj będzie post o kosmetykach. I tych dla dzieci i tych dla ciężarnych. Których używałam? Które stosuję do teraz? Które się sprawdziły, a których zdecydowanie nie polecam?

Jeszcze będąc w ciąży zdecydowałam się na serię Babydream z Rossmanna. Używałam płynu do kąpieli (który zostanie już w mojej łazience na dłuższy czas) i różowej oliwki dla ciężarnych, która ma świetny skład i jest stosunkowo niedroga (ok. 12zł). Oba te kosmetyki okazały się strzałem w dziesiątkę.
Przez pierwsze trzy miesiące stosowałam również krem tej samej serii, który od drugiego trymestru zastąpiłam jednak bardziej specjalistycznym kremem przeciw rozstępom dla kobiet w ciąży Elancyl. I tutaj należy się kolejna pochwała, ponieważ mimo rodzinnej tendencji do blizn, na moim brzuchu nie powstał ani jeden rozstęp. Czy to bardziej zasługa oliwki stosowanej na wilgotną skórę po kąpieli czy tego właśnie kremu- nie wiem, ale w duecie znakomicie dbają o skórę, która w ciąży jest przecież  poddawana prawdziwym torturom :)
Krem ma tylko jedną wadę- intensywny zapach, który w ciąży jest jednak trochę dokuczliwy. Jego cena również mogłaby być niższa, ale zakładając, że dzięki niemu skóra po ciąży nie ucierpi, warto w niego zainwestować. Warto dodać, że ostatnie dwa miesiące ciąży, kiedy brzuch już napinał się maksymalnie, masowałam go kilka razy dziennie, a nie tylko dwa.


Dosyć przydatnym gadżetem okazał się również krem- maść na brodawki. Wypróbowałam  trzy pokazane poniżej. Wszystkie mają bardzo dobre składy i co ważne, nie zawierają glukozy, która podobno stanowi świetną pożywkę dla... grzybków...
 Pierwszy z nich Babylove nie jest dostępny w Polsce. Swój otrzymałam od koleżanki, która przywiozła mi go z niemieckiego Rossmanna. Drugi Lipoderm zakupiłam w jednym z hipermarketów. Największym jednak zaskoczeniem okazała się maść firmy Avent. Niezbyt droga(jak na możliwości tej firmy), z dużą ilością świetnych składników i jak na tak komercyjną markę, genialna w codziennym stosowaniu. Jestem z  niej zadowolona do tego stopnia, że smaruję nią również usta i skórki przy paznokciach i z pewnością będę do niej powracać- nie tylko będąc w ciąży ;)


Dla Malucha również postawiłam na kosmetyki z serii Babydream. Dobry skład, delikatny zapach i przystępna cena- czego chcieć więcej :) 
Do kąpieli używam więc płynu do mycia ciała i włosów, a po nim oliwkę tej serii, na zmianę z oliwką Hipp. Mimo, że droższa to obietnice producenta na opakowaniu zachęcają do inwestowania w nią. Te produkty w zupełności wystarczają do codziennej pielęgnacji mojego synka. Nie wystąpiła po nich żadna wysypka i (jeśli producenci nie kłamią) kosmetyki te są idealne dla wrażliwej skóry małego dziecka.
 Po drodze otrzymałam jednak sporo próbek, które chętnie przetestowałam. Z góry jednak zaznaczam, że nie oceniam ich działania, a jedynie moje odczucia, bo przecież na podstawie jednej próbki nie jestem w stanie wywnioskować czy dany preparat działa z godnie z opisem na opakowaniu.
Najbardziej oczarował mnie płyn do mycia Mustela. Nie tyle sam produkt, bo skład ma trochę gorszy od rossmannowskiego, ani też cena, bo jest zdecydowanie droższy, ale zapach. Cudny, delikatny i bardzo specyficzny, ale i przyjemny zapach. Zakochałam się w nim do tego stopnia, że być może wydam nawet te 50zł, aby od czasu czasu zastąpić poczciwego babydream'a tym właśnie kosmetykiem.


Jak zwykle w przypadku kosmetyków bezzapachowych, mam problem z oceną żelu do kąpieli i kremu Pharmaceris. Oczywiście należy się pochwała za brak duszącego zapachu, ale w codziennym stosowaniu brak jakiegokolwiek zapachu odbiera taką zwykłą przyziemną radość używania danego kosmetyku. I właśnie dlatego produkty bezzapachowe są u mnie na przegranej pozycji...
Zupełnym przeciwieństwem jest z kolei olejek Ziajka, który jak dla mnie, zapach ma zdecydowanie zbyt intensywny, wręcz duszący. Przecież to kosmetyk dla małych dzieci... Czy działa na ciemieniuchę? Nie wiem, bo poza zapachem, zirytowała mnie konieczność spłukiwania go. W przypadku dziecka samodzielnie siedzącego w wanience to może nie jest problemem, ale jeśli jedną ręką przytrzymuje się wiercącego się czteromiesięczniaka, a drugą próbuje się go umyć, to spłukiwanie mu czegoś to po prostu dodatkowa czynność, niepotrzebny problem. I tutaj kolejny punkt dla płynu Babydream, za to, że można go po prostu wlać do wanienki i koniec :)
Płyn Nivea okazał się całkiem przyjemny w użyciu, natomiast nie na tyle, żebym go kupiła zamiast dotychczasowego. Olejek Emolium natomiast został zdyskwalifikowany przez Marcina. Jako główny dowodzący- kąpiący stwierdził, że "płyn się nie pieni, więc sama mam go sobie używać, bo nasze dziecko uwielbia pianę".

Chusteczki nawilżające. Oj tak. Tego idzie w ilościach bliżej nieokreślonych, ale z całą pewnością hurtowych:) Przetestowałam ich sporo, głównie dlatego, że odwiedziny kogoś z rodziny zwiastują pojawienie się również nowej paczki chusteczek. Z jednej strony dobrze, bo akurat tego produktu nigdy za wiele, z drugiej natomiast- niektórych z nich nie użyłabym na sobie, a co dopiero na skórze mojego dziecka.
Ale od początku. Zacznę może od tego, że nie jestem żadną specjalistką w rozszyfrowywaniu składów produktów spożywczych czy kosmetycznych, ale znam podstawy (im prościej tym lepiej, im wyżej w składzie dany składnik tym jest go więcej itd.) i nimi kieruję się podczas zakupów. Mając na myśli "kiepski skład" trzymam się też wersji, że parabeny są złe, chociaż z tego co doczytałam, nie do końca im to jeszcze chyba udowodniono...
Chusteczki Kindii, dostępne m.in. w Rossamnnie, mimo całkiem dobrego składu (bez parabenów itd.) mają jedną zdecydowaną wadę- zapach. Jest tak intensywny, że bardziej przypomina starszą panią, która właśnie wylała na siebie flakonik perfum rodem z PRL-u, niż kosmetyk dla małych dzieci. W ostateczności używam (chociaż częściej do mycia blatu w kuchni), jednak na dłuższą przyjaźń z tym produktem nie ma co liczyć.
Najwięcej miałam do czynienia z chusteczkami Dada (Biedronka). I o ile z pieluszek jestem bardzo zadowolona, to skład chusteczek już raczej zasmuca. W skrócie: same świństwa. Trafiłam tylko na jedną serię z tej firmy (seria z bawełną, której akurat nie ma na zdjęciu, ale w sklepie szukajcie niebieskiego opakowania), której skład jest poprawny. Reszta niestety średnia :(

Miłe zaskoczenie to chusteczki z Lidla. A do przetestowania mam jeszcze chusteczki z Tesco i Rossmanna. W tym drugi kupiłam również śliczne opakowanie zwykłych ( suchych :) chusteczek. Pudełeczko tak mi się podoba, że aż żal będzie mi je wyrzucić :)



Na dzisiaj tyle. I tak się rozpisałam jak na brak czasu :) 
A synek śpi dzisiaj wyjątkowo spokojnie, więc może to już koniec tego skoku? Oby.


poniedziałek, 14 października 2013

Gadżety Malucha cz.1

Jak ostatnio wspominałam, postanowiłam podzielić się z Wami swoją opinią na temat niektórych dziecięcych produktów. Kupowanie wyprawki dla dziecka to wielka przyjemność, ale dopiero podczas użytkowania poszczególnych przedmiotów wychodzi przysłowiowe szydło z worka.... :) Może więc komuś przydadzą się moje doświadczenia.


Na początek dwa konkrety: wózek i fotelik samochodowy.

Wózek
Wybrałam polskiego producenta (tak, tak, jeszcze tacy są :) wózek głęboki ze spacerówką, na zawieszeniu sprężynowym i obrotowymi przednimi kółkami. Mieszkam za miastem, gdzie dziura w drodze goni kolejną dziurę i trochę się bałam jak to dosyć sztywne zawieszenie sobie poradzi, ale okazało się, że (mimo trudnych początków, gdzie wózek podskakiwał na każdej dziurze) zawieszenie po kilku spacerach zaczęło ładnie pracować, a najlepszym dowodem jego użyteczności jest natychmiastowe usypianie mojego synka :)
Duża gondola, duże pompowane koła, spory koszyk i dodatki takie jak moskitiera i folia przeciwdeszczowa zdały egzamin. Teraz zaczynam również doceniać regulowane oparcie w gondoli, dzięki któremu dziecko może leżeć w pozycji półleżącej i oglądać co się dookoła niego dzieje - trochę jak w leżaczku.
Wózek wygląda tak:


 Przepraszam za bałagan w koszyku, ale jako początkujący rodzice zabieramy ze sobą wszystko co może się przydać :) A tak wygląda na zdjęciu producenta:

 Źródło: alejka

 Jak widzicie do wyboru były dwa stelaże: Bolder czarny lub szary. Ja zdecydowałam się na ten drugi jako bardziej sportowy :) Dla lubiących klasykę, dostępna jest również wersja z tradycyjnym stelażem.
 Z tego co widziałam na stronie, pojawiła się też nowa kolekcja wózków z okienkiem w gondoli. Wygląda całkiem ciekawie, a obserwując zachowanie mojego synka wydaje mi się, że okienko to może okazać się fajnym rozwiązaniem i trochę żałuję, że kiedy ja wybierałam wózek, tej opcji jeszcze nie było, bo zapewne bym się na nią zdecydowała.


Fotelik samochodowy 0-13kg
Mimo, iż do tego modelu wózka dobrać można foteliki z opcją montowania na stelażu (np. Maxi Cosi), ja świadomie zrezygnowałam z tej możliwości i wybrałam fotelik Creatis. Czy zrobiłam dobrze? Chyba tak, ponieważ do tej pory tylko dwa razy wykorzystałabym tę funkcję. Fotelik jest solidny, ma dobre wyniki w crash testach i według mnie jest śliczny :) 

Źródło: poltrade

Elementy, które go wyróżniają to wyprofilowana rączka (zdecydowana większość fotelików ma rączkę prostą), regulowany zagłówek, dzięki czemu można go lepiej dostosować do wielkości dziecka i daszek przeciwsłoneczny- który przynajmniej przy moim kolorze, jest w czarno-biały wzorek, dzięki czemu dziecko uwielbia się w niego wpatrywać :)
Zdecydowaną wadą tego fotelika jest jednak jego waga. Nie wiem ile ważą inne, nie wiem ile waży ten, ale według mnie zdecydowanie za dużo... Czy dziecku jest w nim wygodnie? Chyba tak. Wygląda jakby było zadowolone mimo, że taka pozycja dorosłemu wydaje się nienaturalna. Trochę jakby leżało w nim tak dziwnie powyginane... Ale wiem, że każdy z fotelików w tej grupie wagowej ma podobną konstrukcję, która przede wszystkim ma zapewniać bezpieczeństwo, a dopiero potem wygodę.


Fotelik ten jest przestronny, dosyć szeroki i wystarczająco długi, a regulowany zagłówek podąża za dzieckiem. Przyznać jednak muszę, że dla noworodka siedzisko to było zdecydowanie za duże i moim zdaniem przydałaby się dodatkowa wkładka redukująca. W tej chwili natomiast jest wręcz idealnie dopasowany do mojego bobasa :)

Czy polecam te produkty? 
Wózek zdecydowanie tak. Przynajmniej na razie. Jeżeli z jakiegoś powodu miałabym zmienić zdanie, z pewnością Was o tym powiadomię. Tymczasem sprawuje się nieźle, więc polecam.
Co do fotelika- daję duży minus za wagę mimo, że ma ona zapewne znaczenie w kwestii bezpieczeństwa (zbyt lekki mógłby nie być wystarczająco solidny) Przy dosyć jednak częstym przenoszeniu  dziecka, które też swoje waży, może poważnie nadwyrężyć plecy. Plusy natomiast za wygląd, wyniki w crash testach i jakość wykonania.

A przy okazji chciałabym poruszyć temat publikowania zdjęć dzieci w sieci.... Jak zauważyliście mam pewne opory, aby pokazywać buzię swojego synka. Kiedyś będzie przecież dorosłym mężczyzną i  nie wiem czy będzie zadowolony z faktu, że zdjęcia z jego dzieciństwa krążą gdzieś w Internecie.... 
W każdym razie mam pewne wątpliwości czy publikować jego wizerunek czy może lepiej nie...

A Wy co tym myślicie?


Czekam na Wasze opinie, a na dzisiaj z mojej strony to tyle. W następnym poście napiszę kilka słów o kolejnych "niezbędnikach", które przetestowałam na własnej skórze.

Zapraszam :)


niedziela, 1 września 2013

Karuzelka działa :)

Dzisiaj tylko króciutka informacja dla tych, którzy czytali o (lekko zmodyfikowanej) karuzelce dla mojego synka. Dla tych, którzy są zainteresowani tym tematem odsyłam tutaj.

 
A więc muszę przyznać, że karuzelka działa. Młody ma dopiero miesiąc i jak na razie nie zatrzymuje wzroku na żadnej zabawce, poza właśnie czarno-białymi elementami karuzeli. Sprawdza się to szczególnie podczas przewijania. On (zwabiony muzyką) odchyla lekko głowę i wpatruje się w kołyszące się pluszaki, a ja w tym czasie robię co konieczne :)

 
Źródło: merlin

Idąc więc tym torem wyszukałam grzechotki, które równie mocno powinny zainteresować każdego malucha. Nie miałam jeszcze okazji widzieć ich na żywo, więc nie wiem jaki wydają dźwięk, ale kryterium wizualne spełniają w 100%.

 Źródło: merlin

Panda i zebra firmy Lamaze to jak na razie jedne z nielicznych zabawek, w takich kolorach. Mam nadzieję, że zdadzą egzamin tak jak moja karuzelka :)


czwartek, 15 sierpnia 2013

Ach, te groszki

Ostatnio były kolorowe kropki dla dorosłych, a dzisiaj coś dla maluchów...
Równie spektakularne, równie kolorowe, równie urocze... Kolorowe groszki.

Źródło:  mamissima

Źródło: mamissima

Źródło: mamissima

Źródło: mamissima


Źródło: mamissima


Źródło: 100krotki

Źródło: 100krotki

Źródło: facebook

Źródło: facebook



Źródło: budnet

Źródło: srebrnaagrafka




    Prawda, że cudne ? :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...