Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na zewnątrz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na zewnątrz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2013

Halloween'owe inspiracje


Amerykanie są mistrzami w wynajdywaniu powodów do świętowania, umilania sobie czasu i napędzania gospodarki... Mimo, iż nie do końca jestem zwolenniczką ślepego naśladowania cudzych kultur, to jednak (chociażby ze względu na estetykę i radość oczekiwania) jestem otwarta na propozycje :)
Halloween to święto przede wszystkim dla dzieci, chociaż dorośli też potrafią się w nie bawić...




 Mimo, że bardzo komercyjne, ma swój urok. Ozdobione domy w lampiony, kwiaty i oczywiście dynie, przyciągają uwagę i tworzą typowo jesienny, ale przy tym bardzo przyjemny klimat.













Źródło: styleestate


Moda na Halloween'owe dekorowanie domów przywędrowała również do nas.
Trzeba jednak przyznać, że daleko nam jeszcze do zaangażowania Amerykanów ... :)


wtorek, 20 sierpnia 2013

Ganek- niby nic wielkiego, a jednak ...

Ostatnio pokazałam Wam przykłady przydomowych ganków, na których (najczęściej) Amerykanie spędzają wolne chwile. U nas również coraz częściej zaczyna przywiązywać się do tego uwagę. A dlaczego jest to takie ważne? Zobaczcie sami.

Źródło: doblelol


 Znalazłam przykłady domów, w których tzw. porch praktycznie nie istniał, a po modernizacji zyskał blask i oryginalny wygląd. Zobaczcie jakie znaczenie mają detale przy urządzaniu zewnętrznej części domu i jak ważny jest dobry pomysł na jego aranżację.





I na koniec prawdziwa rewolucja:  



Źródło:  betweennapsontheporch


Jak widać każdą przestrzeń można zaaranżować w piękny i praktyczny sposób, aby stała się prawdziwą wizytówką domu.

niedziela, 14 lipca 2013

Taras - mój raj na ziemi ...

.... cały czas w budowie co prawda, ale jednak raj :)

Nadal nie udało nam się wyrobić planu, o którym pisałam tutaj, ale efekty już są zadowalające. Mimo ciągłego bałaganu, desek, drabin i narzędzi, mimo betonu zamiast wymarzonej drewnianej podłogi, mimo uporczywych much i komarów, jedzenie obiadków na świeżym powietrzu pod nowym dachem to sama przyjemność :)




Jak widać winorośl już się pcha na nasz taras :)




Do końcowych efektów jeszcze daleka droga, ale najtrudniejsze (czyli cała konstrukcja ) już za nami. 
Teraz to już będzie pikuś :)


czwartek, 11 lipca 2013

Leżanka

No i stało się. Mam leżeć. Zabrzmiało trochę jak wyrok. I mimo, że w ostatni miesiąc ciąży planowałam zwolnić nieco tempo to jednak w ustach lekarza zabrzmiało trochę groźnie ... W końcu co innego samodzielne postanowienie o dobrowolnym leniuchowaniu, a co innego perspektywa spędzenia najbliższych tygodni w przymusowej pozycji horyzontalnej....   Na nic jednak moje narzekania, synek jeszcze musi pozostać w brzuchu. Koniec. Kropka.


Na pocieszenie jednak, prace nad leżanką zostały zakończone. Początkowe efekty mogliście zobaczyć tutaj
Przyszła również poducha, którą zamówiłam na Allegro.Tak więc moje przymusowe leżenie odbywać się będzie na świeżym powietrzu, co uważam za duży pozytyw.
Doniczkę i drewnianą skrzynię po winie przemalowałam już kilka lat temu.  Nie miałam jeszcze określonej koncepcji tarasu, ale najwyraźniej zwyciężył nadmorski klimat :)

 Koncepcja tarasu nadal nie jest sprecyzowana, więc na razie wszystkie elementy muszą ze sobą egzystować (czy tego chcą czy nie).


Lawenda została wykopana z ogrodu. Na jesień ma zostać podzielona na mniejsze rośliny, ale na razie pięknie prezentuje się w donicy :)

Cóż, do totalnego wykończenia tarasu zostało jeszcze sporo pracy, ale zaczyna on przynajmniej nabierać przyjemnego letniego klimatu. Już za kilka dni pokażę Wam drugą jego część, która również nabrała już kształtów...

Pozdrawiam cieplutko

poniedziałek, 8 lipca 2013

Amerykański front porch czyli kilka letnich inspiracji

Zauważyłam, że coraz więcej ludzi przywiązuje uwagę do przydomowych ganków. Do niedawna była to domena raczej Amerykanów. Filmowe aranżacje nieraz zachwycały zapewne nie tylko mnie. Najwyraźniej jednak również tym zaraziliśmy się od "sąsiadów" zza oceanu. I dobrze.
Donice pełne kwiatów, rzeźbione balustrady, ławeczki, bujane fotele czy huśtawki obszyte kwiecistymi tkaninami oraz wieńce zawieszone na drzwiach, dodają domowi niepodważalnego uroku i zapraszają do środka. Poszperałam więc trochę w Internecie i o to co znalazłam:

Źródło: tivoliinn



 Źródło: folkwaysnotebook


Źródło: younghouselove

Źródło: nikitashethdesign


Źródło: rachelgoing
Źródło: ehow

Nasze budownictwo jednak koncentruje się głównie na tarasach z tyłu domu i balkonach umieszczonych na piętrach. Rzadko kiedy można spotkać duży przydomowy ganek w stylu amerykańskim. A szkoda. Dodają one budynkowi "domowego klimatu". Mimo to, możemy czerpać inspiracje urządzając swoje tarasy, a główne drzwi wejściowe ozdobić czymkolwiek na co wystarczy miejsca...
Chociażby donicą z kwiatami  :)


czwartek, 30 maja 2013

Warzywniak się zieleni i ja rosnę razem z nim...

Zaczyna się ósmy miesiąc. To prawda co o nim piszą.
W tym czasie kobiecie wydaje się, że w tej ciąży to jest już połowę swojego życia. Jest to też prawdziwa próba cierpliwości. Nasz pływak (chociaż ostatnio popularne stało się stwierdzenie "mały Lewandowski", ale przysięgam, że go nie znam... :) kręci się cały czas. Ma już sporo siły, więc i kopniaki nie należą do przyjemnych mimo, że nadal rozczulają.


Nie trzeba nawet jakoś specjalnie wytężać wzroku, aby móc obserwować jak pod wpływem  podwodnej zabawy, brzuch zmienia kształty, uwypukla się z jednej strony po to, aby za chwilę wyskoczyć z drugiej. Czasami są to delikatne ruchy wielkością przypominające małe pagórki, innym razem porządne kuksańce bardziej przypominające amerykańskie tornado ...
Dla mnie, osoby raczej energicznej, uwielbiającej roboty budowlane i przypominającej pchłę, która cały czas musi się kręcić i działać (dziecko w końcu po kimś to ma :) okres, w którym mam ograniczone ruchy i wytyczne co mi wolno, a czego nie, jest prawdziwą próbą charakteru.


Już niedługo skończymy też zajęcia w szkole rodzenia, co jednoznacznie przybliża nas do porodu. O szkole chyba jeszcze nie wspominałam ... Wiem, że zdania czy warto do niej chodzić czy nie, są podzielone. Informacyjnie - z pewnością można obejść się bez niej. Wszystkiego można dowiedzieć się od lekarza, koleżanek czy z Internetu. Jeżeli więc ktoś potraktuje takie zajęcia tylko w kategorii zdobywania wiedzy- może czuć się rozczarowany. Zajęć tych jest na prawdę zbyt mało, aby przygotowały do porodu i macierzyństwa, zresztą nie do końca można się przecież tego nauczyć ...



Mi zależało jednak na "wspólnym oczekiwaniu". Na tych dwóch godzinach przypadających średnio co dwa tygodnie, podczas których zostawiamy wszystko inne i koncentrujemy się tylko na tym, że będziemy rodzicami. I przyznam nieskromnie, że takie podejście zdało egzamin. Świadczy o tym fakt, że przypadkowe pominięcie jednych zajęć wywołało w nas poczucie prawdziwej straty. Czuliśmy, że ominęło nas coś fajnego i ważnego. Jest to więc chyba najlepszy argument na to, że zajęcia te stanowią cenną odskocznię od codzienności, na którą z chęcią się czeka :) 



Wreszcie zrobiło się też ciepło, roślinki rosną jak szalone i czas tak szybko mija, że dopiero teraz spostrzegłam, że na moich krzaczkach są już owoce. Oczywiście jeszcze niedojrzałe, ale sam fakt istnienia ich zalążków był dla mnie sporym zaskoczeniem i miłą niespodzianką. Nie próbując nawet porównywać się z Kasią i Andrew z ich cudownego bloga o ogrodnictwie, którzy na roślinach znają się jak mało kto, nie mogłam się powstrzymać, aby nie poruszyć tematu tzw. przydomowych warzywniaków. 
Najpiękniejszy jaki widziałam to chyba faktycznie ten z filmu "To skomplikowane", o którym jakiś czas temu przypomniała mi Maszka.


Źródło: nastrojowyogrod

Okazuje się jednak, że nie tylko te filmowe ogródki mogą zachwycać. Pasjonaci ogrodnictwa, za pomocą marchewki i kapusty, potrafią czynić cuda. Pomysłów na przydomowy warzywniak jest więc całkiem sporo...
Źródło: wayetlighting

Źródło: usedeverywhere

Źródło: ecowomen

Mój warzywniak to właściwie owocownik. W związku z tym, że nie mam predyspozycji do bycia ogrodnikiem, do czego przyznawałam się nie raz na łamach tego bloga, wymigując się brakiem czasu i typowym dla siebie słomianym zapałem, długo zastanawiałam się czy w ogóle zaczynać przygodę z uprawą czegokolwiek. Skuszona jednak wizją objadania się pysznościami "prosto z krzaczka" postanowiłam spróbować.

Perspektywa regularnego grzebania w ziemi, pamiętania o pielęgnacji, siewie i  itd. trochę mnie jednak przerażała, więc postawiłam na niewymagające zbyt wiele - krzaczki owocowe. I tak stałam się posiadaczką porzeczek czarnych i czerwonych (do białych jakoś nie mam zaufania...), agrestu również w dwóch odmianach, jagody kamczatki, która w zeszłym roku wydała na świat pierwszy (i jedyny jak dotąd) owoc, borówki amerykańskiej (która jednak nadal się leni ... chociaż całkiem prawdopodobne, że jest po prostu zbyt wymagająca jak na możliwości, jakie jej oferuję) i truskawek, które jak na razie (ku mojej radości) radzą sobie bez zarzutów mimo buszującego w nich psa, który swoimi raczej mało subtelnymi ruchami, demoluje krzaczek po krzaczku, próbując (łobuz jeden) je nawet podjadać.

Bezkonkurencyjne są jednak maliny, o których pisałam już kiedyś tutaj. W tym roku będzie ich całkiem sporo, chociaż nie wiem czy będę miała okazję je spróbować ... Mój jadłospis, jak każdej karmiącej mamuśki, będzie dyktowany przez potomstwo. Trochę nad tym ubolewam, ale w końcu czego się nie robi dla dzieci... :) 
W tym roku zakwitła również aronia. Nie spodziewam się jednak jakiś spektakularnych efektów. Podobnie jest z jabłoniami, śliwami i wiśnią, chociaż ta ostatnia kilka wisienek już ma :)
Po zeszłorocznym sukcesie z groszkiem, który jak się okazało nie wymaga wiele (wystarczy zasiać i czasami podlać), za to daje mnóstwo pysznych zielonych kuleczek, postanowiłam zrobić powtórkę i widać już, że w tym roku również mnie nie zawiedzie.

 
Odnowiłam także znajomość z rzodkiewką i zawarłam nową z mieszanką sałat BabyLeaf, o której pisała Kasia. Spróbowałam nawet z pomidorami, które dostałam od teścia. Nie wiem tylko czy poradzą sobie z rozpędzonym psem ... Zasiałam też ogórki, które jednak potrzebują chyba zbyt wiele wody, co wiąże się z regularnością, której u mnie zdecydowanie brak. Ale zobaczymy, może się uda :) Na razie dzielnie przebijają się przez chwasty...




Wracając jednak do owoców ... Po kilkuletniej przerwie, w tym roku planuję zrobić domowe wino. Brzmi to zapewne trochę dziwnie w ustach ciężarnej, ale spokojnie- konsumować będę później :)
O efektach z pewnością napiszę ...
Winogron niestety nie będę miała w wystarczającej ilości (są zbyt młode), ale już od jakiegoś czau przymierzam się do zrobienia wina mieszanego ... są więc szanse, że surowców mi nie zabraknie :)

Czy piliście kiedyś domowe wino?
A może sami takie robicie?
 
Jeśli tak to zapraszam do dzielenia się przepisami:)

 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...